2008-08-19 09:54
"Dziennik" sprawdził bezpieczeństwo rządowych stron internetowych. Okazało się, że przejęcie serwisów Sejmu, ministerstwa obrony, czy MSWiA to kwestia kilku godzin.
Niestety, administratorzy stron rządowych nie wyciągnęli żadnej lekcji z niedawnej cyberwojny rosyjskich hakerów z Gruzją - czytamy w "Dzienniku".
Otwarte dla specjalistów są też strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Centralnego Biura Śledczego - podkreśla Gazeta. "To wygląda jak zaproszenie do cyberinwazji na Polskę" - mówią "Dziennikowi" eksperci.
Jak twierdzą eksperci sposobów na prowadzenie cybernetycznej wojny jest wiele. "Można zablokować stronę, doprowadzić do wycieku strategicznych informacji, zniszczyć przechowywane na serwerach dokumenty, a nawet uniemożliwić funkcjonowanie danej instytucji. Jest w stanie dokonać tego zaledwie kilka osób" - mówi "Dziennikowi" Zbigniew Engiel z firmy Mediarecovery.